1 listopada 2026 roku mija dziesięć lat od momentu, kiedy Marki weszły do pierwszej strefy biletowej Warszawskiego Transportu Publicznego. To decyzja, która na zawsze odmieniła codzienność wielu mieszkańców, umożliwiając im korzystanie z biletów na komunikację miejską na zasadach zbliżonych do tych, które mają mieszkańcy stolicy.
Wprowadzenie tego systemu przyniosło konkretne korzyści finansowe. Przed zmianą bilet 30-dniowy dla dwóch stref wynosił 180 zł, podczas gdy w pierwszej strefie kosztował 110 zł. Dla osoby regularnie podróżującej do Warszawy oszczędności sięgały 70 zł miesięcznie, co w ciągu dekady daje aż 8400 zł. W przypadku czteroosobowej rodziny z dwojgiem dorosłych i dwojgiem dzieci oszczędności przekraczają 25 tys. zł.
Jednak dostęp do warszawskich stawek biletowych ma również swoją cenę dla budżetu samorządu. Pasażerowie pokrywają około 25 proc. kosztów kursowania komunikacji, resztę finansują gminy. Marki wydają na tę usługę około 6,5 mln zł rocznie. Burmistrz Jacek Orych podkreśla, że to kluczowa inwestycja w spójność metropolitalną, wskazując na dużą liczbę markowian pracujących i studiujących w Warszawie.
Temat dostępu do komunikacji miejskiej w Markach staje się coraz bardziej aktualny. W obszarze podwarszawskim niewiele gmin oferuje porównywalne rozwiązania — w powiecie wołomińskim podobnie jak Marki, stawkami z pierwszej strefy mogą cieszyć się jedynie Ząbki. W szerszym kontekście, tylko Łomianki, Izabelin i Konstancin-Jeziorna zapewniają mieszkańcom ten sam komfort.
Jednak burmistrz Orych zaznacza, że to dopiero początek zmian w komunikacji miejskiej. Jego plan zakłada wprowadzenie autobusów na ulice poza głównymi ciągami komunikacyjnymi, co już częściowo udało się zrealizować dzięki linii L obsługującej posiadaczy Mareckiej Karty Mieszkańca. Jednak przed miastem jest jeszcze wiele pracy, zwłaszcza w zakresie infrastruktury drogowej i przystankowej.
— R.M.

